O dwóch takich, których pokochał świat....jeden z nich to życiowy lekkoduch, drugi to siatkarski diament, którego Bóg potrzebował u siebie bardziej....


W ostatnim czasie w Polsce miało premierę kilka biografii poświęconych siatkarzom, o jednej Roja już pisała, "Giba. W punkt", nie wiem czy się pochwaliła, ale nawet udało jej się zdobyć autograf tego legendarnego siatkarza, jeśli nie, to ja Wam mówię :)

Na naszym rodzimym podwórku pojawiło się też  kilka  tego typu publikacji, na które kibice siatkówki w Polsce czekali z utęsknieniem. Osobiście to nie jest mój ulubiony gatunek literatury, tym bardziej, że większość tych "autobiografii" pisana jest przez osoby trzecie, nie mam tu na myśli tylko biografii siatkarzy. W tym przypadku nie mogłam się doczekać ukazania dwóch pozycji z tej.  Pierwsza z nich to biografia Łukasza Kadziewicza napisana przy współpracy z Łukaszem Olkowiczem, a druga to biografia Arka Gołasia napisana przez Piotra Bąka. W ubiegłym roku pojawiła się biografia Pawła Zagumnego. 


Wszyscy trzej Panowie to legendy polskiej siatkówki, wicemistrzowie świata i polski. Postaci barwne, utalentowane, które zapisały się złotymi głoskami w historii polskiej siatkówki. Nikomu nie trzeba ich przedstawiać. Brak czasu nie pozwolił mi przeczytać w  całości tych książek, ale jak tylko czas pozwoli nadrobić zaległości, to  przeczytam obie. Po przeczytaniu kliku stron o Arku Gołasiu łezka się zakręciła mi w oku czytając o tym wspaniałym siatkarzu, którego karierę przerwał nieszczęśliwy wypadek. Biografia Łukasza Kadziewicza to zabawna opowieść o człowieku, który przeżył ciekawą przygodę z siatkówką,  lubił się dobrze bawić i nie stronił od imprez,  a wszystkim co przeżył chciał się podzielić z kibicami.

Obie te książki są tak różne, jedna to wspomnienie o człowieku, który już na zawsze pozostanie w sercach kibiców, książka przy której niejeden uroni łezkę ze wzruszenia. Druga to historia pisana z przymrużeniem oka. Kadziewicz otwarcie przyznaje się do błędów, nie przeprasza, ale też nie prosi o przebaczenie. W zabawny sposób przybliża nam siatkówkę od kuchni, jak to wszystko wygląda z punktu widzenia siatkarza.


Polecam obie na długie jesienne wieczory. Czytajcie, to na prawdę poszerza ludzką wyobraźnie.
Czytam, bo warto.

Pozdrawiam,
Mili


P.S. Kto z Was już kupił wszystkie trzy?







MIASTO GOSPODARZ EUROVOLLEYBALL2017 - GDAŃSK/SOPOT



 Jeśli początki to tylko nad morzem.

Hala od której wszystko tak na prawdę się zaczęło. Mój pierwszy mecz na żywo ( i to nie byle jaki bo Polska - Brazylia) przeżyłam właśnie tam. Pamiętam jak dziś gdy zobaczyłam Ergo Arenę i pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to - "o parlament w Brukseli".
Arena jest chyba jedynym obiektem w Polsce położonym w dwóch miastach co umożliwia nam w jednej chwili być w obu miejscach na raz - w Sopocie i Gdańsku. Przedstawienie oficjalnej linii granicy na hali jest w planach. Obiekt jest największym w tym regionie i śmiało można go nazywać sportową wizytówką obu miast.
Zdjęcia z poszczególnych imprez ma których byłyśmy możecie znaleźć na naszym fb. Zawsze chętnie odwiedzam te miejsce, powstało nawet video z zeszłorocznego urlopu i pieszej wycieczki na Ergo Arenę.
 

Coś nie coś o wnętrzu

Ergo Arena to obiekt kilku poziomowy gdzie przemieszczanie się między sektorami jest utrudnione. Na pewno nie jest tak swobodnie jak np. w Spodku czy Atlas Arenie. Każdy sektor jest wydzielony a poruszanie się między nimi "ułatwia" winda. Plusem są "dostawki" czyli mobilne trybuny, które można złożyć lub rozłożyć dostosowywując pojemność hali do zainteresowania daną imprezą. Pojemność hali to aż ponad 11 tysięcy.
 

 

Euro2017

"Polska" grupa właśnie odbędzie swoje mecze na Ergo Arenie, polecam wybrać się na mecze i zamówić bilety jak najbliżej boiska. Odradzam te na najwyższych poziomach, jest naprawdę wysoko.
Poniżej zdjęcia z najwyższych trybun:



Gdańsko - sopocki szklany olbrzym to moja "pierwsza miłość", ale nie ostatnia, bo okazuje się że w naszym kraju jest kilka niesamowitych obiektów. Hale oczywiście można zwiedzić i zobaczyć jak wygląda gdy jest w niej pusto i cicho. Wszelkie informacje na ten temat znajdziecie tutaj.



Pozdrawiam
Roja


Giba w punkt. Krótko i na temat.

Większość z Was słyszała o wspaniałym brazylijskim sportowcu.... i nie, nie chodzi tu o Pelego. Dzisiejszym bohaterem jest Gilberto de Godoy Filho, znany bardziej jako GIBA.
W lipcu 2016 roku na polskim rynku wydawniczym pojawiła się jego autobiografia. Czytali ją już chyba wszyscy a przynajmniej polska siatkarska śmietanka. Igła pisał o książce na swojej stronie, a Karolowi Kłosowi umilała chwile w spalskich lasach.
Więcej na temat tej książki i moich odczuć po jej przeczytaniu znajdziecie niebawem na naszym kanale YT, którego próbuje ze wszystkich sił reanimować. Oglądajcie, komentujcie i dajcie nam suba?!
Ps. Polecicie jakiś darmowy program do edycji działający na Windows'ie XP? i edytujący format MOV, bo sprzęt który posiadamy nagrywa w tym formacie, a konwertowanie "zabija jakość".

Pozdrawiam
Roja



Michał Winiarski. Jesteś legendą!!!

Michał Winiarski, siatkarz którego przedstawiać nikomu nie trzeba. Najlepszy przyjmujący na świecie. Człowiek o największym poczuciu humoru w całej galaktyce. Mężczyzna tysiąca talentów o wilczych, hipnotyzujących oczach. Damska widownia wie o co chodzi.
Grał w najlepszych ligach na świecie, począwszy od polskiej, włoskiej a na rosyjskiej skończywszy. Siatkarska kariera Michała jest tak bogata w różnego typu wydarzenia że śmiem twierdzić że przeżył prawie wszystko. Ale nie będę Wam przytaczać całej biografii Miśka, bo sami wiecie że INTERNETY stoją otworem.


Szczerze, w tym miejscu chciałam po prostu podziękować Michałowi, że doczekałam się z Nim zdjęcia :D za te wszystkie lata na parkiecie i dostarczanie nie tylko mi emocji za którymi już tęsknie. Dane mi było obejrzeć na żywo pożegnanie Michała w łódzkiej Atlas Arenie, i pewnie jak większość kibiców byłam wzruszona... Gdy sportowcy których obserwujemy odchodzą na "emeryturę" mam wrażenie że dla Nas kibiców zawsze jest za wcześnie. Chcemy nadal obserwować jak grają i wspierać ich w drodze do zwycięstwa jak i również pocieszać w gorszych chwilach.
Dla mnie odejście Winiara na emeryturę było szokiem. Ale biorąc pod uwagę jego stan zdrowia, a tego mu życzyłam na zlocie w Bełchatowie, to była na pewno ciężka ale i przemyślana decyzja.
Nie jestem w stanie policzyć ile meczów z udziałem Michała obejrzałam ale mam nadzieję że jeszcze uda się namówić Miśka na udział w jakiś charytatywnych meczach i ta część widowni która nie miała przyjemności obserwować na żywo gry Winiarskiego będzie mogła go podziwiać.
Człowieka o wielkim sercu. Przy którym o mało się nie zabiłam krocząc  jak jelonek Bambi za autografem. 


Dziękuje raz jeszcze, za to że był Pan jednym z najlepszych KAPITANÓW Polskiej Reprezentacji Piłki Siatkowej.

Pozdrawiam.
Roja.
Ps. Postaramy się żeby wideo z pożegnania nagrywane trzęsącą się ręką zostało opublikowane na naszym YT.



Giganci siatkówki, czyli mecz Asseco Resovi Rzeszów z PGE Skrą Bełchatów

         Dziś w łódzkiej Atlas Arenie odbędzie się pierwszy mecz drugiego półfinału, w którym zmierzą się dwie najlepsze drużyny ostatniej dekady w Polsce. Warto tylko dodać, że  przez ostatnie jedenaście lat, nie licząc ostatniego sezonu, kiedy to po Mistrzostwo Polski sięgnęła Zaksa Kędzierzyn  - Koźle, Skra Bełchatów i Asseco Resovia tytuły mistrzowskie dzieliły między sobą. 
         
    
      Kibice dzisiejszego po południa będą świadkami siatkarskich gwiezdnych wojen, na boisku będziemy mogli podziwiać mistrzów świata, Europy, gwiazdy nie tylko plusligowych parkietów, ale także światowych boisk. Pojedynki Asseco Resovi i Skry Bełchatów zawsze przyciągały do hal tłumy kibiców, którzy  chętnie podziwiali swoich idoli. Ja osobiście najbardziej pamiętam dwa starcia tych drużyn, sezon 2013/2014, Skra wraca na ligowy tron, w wielkim finale pokonuję 3:0 Asseco Resovię. W tamtym starciu drużyna z Podkarpacia nie wiele miała do powiedzenia, Skra zagrała świetnie, a pierwsze skrzypce w drużynie z Bełchatowa grali Facundo Conte i Mariusz Wlazły, który trzykrotnie sięgnął po statuetkę MVP. Wtedy zagrała świetnie cała drużyna z Bełchatowa. Kolejny pojedynek, który zapadł mi szczególnie w pamięć to ćwierćfinał, sezon 2012/2013. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt nie przypuszczał, że obie drużyny spotkają się już na etapie ćwierćfinału, a jednak. Aktualny mistrz i wicemistrz Polski mieli zmierzyć się już w ćwierćfinale.  Pierwsze dwa mecze w Rzeszowie wygrała Asseco, i kiedy już wszyscy byli przekonani, że losy tej rywalizacji się rozstrzygnęły, a trzeci mecz w Bełchatowie będzie tylko formalnością i to Asseco zamelduję się w półfinale, Skra niczym bokser powalony na ring podniosła się i to ona wygrała dwa kolejne mecze w swojej hali i odzyskała szansę  na grę o medale. Niestety w hali na Podpromiu to Pasy okazały się lepsze od drużyny prowadzonej wtedy przez Jacka Nawrockiego, a egzekutorem, który pogrążył bełchatowian w tie-breaku był Zbigniew Bartman. Asseco Resovia wygrała wtedy Mistrzostwo Polski, a Skra zajęła wtedy 5 miejsce. 
     Można użyć porównania, że mecze tych drużyn trochę przypominają starcia Realu z Barceloną, Bayernu z Bosrussią, podobnie jak starcia tych drużyn pojedynki Skry z Asseco budzą równie duże emocje, Dziś wieczorem będziemy świadkami kontynuacji siatkarskich gwiezdnych wojen, a kto zostanie zwycięzcą przekonamy się wieczorem, mecz rozpoczyna się o 17:30. Emocji na pewno nie zabraknie, a tych,którzy nie mogą kibicować na hali serdecznie zapraszam przed telewizory :) Roja już obiecała transmisję na żywo na naszym snapczacie :)


Pozdrawiam,
Mili

P.S.  Trzymajcie kciuki za Skrę :)
edit:
P.S. Snapchat padł. Zdjęcia z meczu dostępne na fb pod linkiem.

Życiowy tie - break, czyli historia człowieka, który nigdy nie bał się iść pod prąd.....

      2 czerwca 2016 roku odszedł wybitny człowiek, trener, który w historii żeńskiej siatkówki zapisał się złotymi zgłoskami. Swoją przygodę z siatkówką zaczynał w Łodzi jako rozgrywający, a zakończył jako wybitny trener. W swojej karierze wygrał wiele ważnych spotkań, które uczyniły go wybitnym szkoleniowcem,  niestety najważniejszy mecz w swoim życiu przegrał.

    Zanim Andrzej Niemczyk przegrał walkę z rakiem, Marek Bobakowski przekonał trenera do napisania swojej biografii, opowiedzenia o najpiękniejszej przygodzie swojego życia, o miłości do siatkówki, a także drodze jaką trzeba pokonać, aby sięgnąć dwukrotnie po Mistrzostwo Europy.




     Życiowy tie - break. to opowieść o człowieku, który całe życie poświęcił siatkówce, historia człowieka, który nigdy nie szedł z prądem, zawsze na przekór innym podążał swoją ścieżką. Czytając biografię Andrzeja Niemczyk czytelnik przenosi się do świata,  który nie wybacza błędów, do świata, który uczy jak bardzo brutalne potrafi być życie. Andrzej Niemczyk zabiera nas w podroż nie tylko po meandrach siatkówki, ale także historii Polski.

     Andrzej Niemczyk w rozmowie z Markiem Bobakowskim opowiada o początkach kariery, pracy za granicą oraz drodze jaką musiał pokonać by sięgnąć  po dwa złote medale ME, o trudnych decyzjach, jakie musiał podjąć.  Poznajemy wybitnego trenera z charyzmą, człowieka posiadającego wady i słabości jak każdy z nas, który zawsze  jasno stawiał sobie cele w życiu i  konsekwentnie  do nich dążył.



     Czytając Życiowy tie - break niejednokrotnie  się wzruszyłam, by po chwili śmiać się z anegdot opowiedzianych  na stronach książki. Andrzej Niemczyk bez ogródek opowiada o swojej słabości do whisky, kobiet, o życiowych porażkach i popełnionych błędach, nie prosząc przy tym  o wybaczenie. Ta książka nie swojego rodzaju pojednaniem się z przeszłością, jest spowiedzią człowieka, który ponad wszystko inne kochał siatkówkę. Osobiście nie jestem fanką żeńskiej siatkówki, a mimo to nie raz łezka zakręciła mi się w oku. To biografia, która bawi, wzrusza i jednocześnie uczy czytelnika miłości do siatkówki, jest swoistym wycinkiem polskiej historii, która w tamtych czasach wcale nie była łatwa.

     Książkę polecam wszystkim fanom siatkówki, ponieważ bardzo mało jest takich pozycji na rynku wydawniczym, które opowiadają nie tylko o sukcesach, ale również o porażkach. Życzę miłej lektury, mam nadzieję, że będziecie mieć tyle samo frajdy co ja, kiedy czytałam Życiowy tie - break. 

Pozdrawiam,
Mili

P.S. Wybaczcie, że tak dawno mnie tu nie było :)

   
   


Zakopane, czyli delegacja na niecałe 64 godziny.

Stolica polskich Tatr od dość dawna była na naszej "podróżniczej" liście do zrealizowania, zwłaszcza zimą. Jak wiecie lub nie, to tam znajduję się jeden z Centralnych Ośrodków Sportu (pokazywaliśmy  wam trochę na snapchacie). Obiekt położony niedaleko Wielkiej Krokwi, Mekki polskich skoków narciarskich. Muszę przyznać, że sporty zimowe zawsze wzbudzają we mnie respekt. Ponieważ sportowcy nie tylko walczą ze sobą ale też z pogodą, która potrafi dać w kość. Przekonałyśmy się o tym idąc na kolejkę, która zabierała turystów na szczyt Kasprowego Wierchu. Do dziś pamiętam "przyjemną" drogę, której trudy były warte pięknego widoku. Kasprowy Wierch. Widok niesamowity. Góry zimą. Monumentalne. Groźne. Niebezpieczne. Ale zawsze piękne.
Mam nadzieję że te kilka zdjęć poniżej pozwoli Wam sobie wyobrazić co przeżyłyśmy. Inspiracją do biało czarnych zdjęć były fotografię Gregora Schlierenzauera.









 A oto Nasz "paragon z podróży", byłyśmy w Zakopanem w dniach 8.12-11.12.
Sami oceńcie czy się opłacało.
Wierzymy że kolejny rok będzie obfitował w większą ilość podróży, którymi będziemy się dzielić z Wami. A w tym roku możecie liczyć z naszej strony jeszcze na kilka postów, bo pomysłów jak zwykle wiele... tylko ten czas.
Pozdrawiam
Roja