Tanie(?) to podróżowanie na mecze, czyli wyprawa do Katowic....

Na początku bardzo chciałabym Was przeprosić, że tak długo nas tu nie nie było, ale niestety pochłonęły nas obowiązki życia codziennego :(




Ostatnio na naszym blogu pojawia się sporo postów dotyczących taniego (?) podróżowania na mecze, sporo jest tych fantastycznych spotkań, na których nas nie może oczywiście zabraknąć, tak też było tym razem. W katowickim Spodku odbyło się oficjalne pożegnanie Pawła Zagumnego z  reprezentacją Polski, jako że Pawła kochamy i uwielbiamy,  dlatego musiałyśmy tam pojechać. Do tego na boisku pojawiła się cała plejada gwiazd, nie tylko polskiej, ale również światowej siatkówki, z Mariuszem Wlazłym i Giba na czele :) Także można powiedzieć, że na boisku mieliśmy istny kalejdoskop gwiazd :)

Jak sama nazwa posta sugeruje staramy się Wam pokazać, że nie zawsze wyprawa na mecz ukochanej dyscypliny sportowej  musi się wiązać z dużymi kosztami, tak też było i tym razem :) Może dla jednych z Was cena za bilet na mecz wyda się dosyć dużą kwotą, ale były również dostępne bilety w niższej cenie, myślę, że każdy znalazłby coś dla siebie.

Jeśli chodzi o wyprawę do Katowic, to koszt jednodniowej eskapady do mekki polskiej siatkówki nie przekroczył 250,00  zł.  Bilety na mecz do kupienia były już dostępne od 3 sierpnia, my nie chcąc przegapić swojej szansy zakupiłyśmy je już w pierwszym dniu sprzedaży. Dostępne były w kilku wariantach, a ich ceny zaczynały się od 50 zł (tak przynajmniej mi się wydaje), kończyły na 150 zł. Mając świadomość, że taki mecz zdarza się raz na jakiś czas, postawiłyśmy na zakup wejściówek za 150 zł, wiem trochę szaleństwo:)  W Katowicach nie planowałyśmy noclegu, więc odszedł nam dodatkowy koszt. Jak już kupiłyśmy bilety na mecz, do rozwiązania pozostała kwestia transportu, tym razem postawiłyśmy na transport mieszany.  Do Katowic pojechałyśmy PKP, zaś  w drodze powrotnej skorzystałyśmy z usług Polskiego Busa, z uwagi  na fakt, że nie było bezpośredniego połączenia pociągiem do Łodzi:) Bilety na pociąg Roja kosztowały jedynie 19,55 zł (ulgowy), ja niestety musiałam zakupić bilet normalny za 39,90 zł, zaś za bilety na Polskiego Busa zapłaciłyśmy 30 zł. Katowicki Spodek jest bardzo blisko dworca, więc nie musiałyśmy jeździć komunikacją miejską, a za to miałyśmy okazję podziwiać piękno miasta, które bardzo nam się podobało, i do którego chętnie wrócimy :)  Zaraz po przyjeździe do Katowic poszłyśmy na obiad, to jest już  wersja opcjonalna, macie tu pełne pole manewru, jest wiele ciekawych knajp, i zapewne każdy znajdzie coś dla siebie :) Podsumowując:


Ulga
Normalny
Bilet na mecz
150
150
Bilet na pociąg
19,55
39,9
Bilet na Polskiego Busa
30
30
Inne
25
25
Suma
224,55
244,9



Pozdrawiam, 

,
Mili

Tanie (?) to podróżowanie na mecze, Mecz Gwiazd w Toruniu w ramach Plaży Gotyku.

Od 7 lat w Toruniu, organizowana jest impreza pod nazwą "Plaża Gotyku". Oprócz spotkań, które rozgrywają amatorzy i zawodowcy, na stałe zapisał się w kalendarzu MECZ GWIAZD.
W tym roku organizatorzy zaprosili dwóch Mistrzów Świata z 2014 roku, a mianowicie Krzysztofa "Igłę" Ignaczaka i Pawła "Gumę" Zagumnego. Niestety najlepszego rozgrywającego na świecie nie mogliśmy długo obserwować na boisku, ponieważ był on trenerem jednego z zespołów. Oprócz Igły i Gumy, na plaży w Toruniu zameldowali się Marcin Waliński, Kamil Droszyński, Dominik Witczak i Edward Skorek (był on trenerem drugiej pary).
Zawodnicy zagrali w parach Igła-Witczak i Waliński-Droszyński co z biegiem czasu się zmieniało.

Prawdziwą gratką dla kibiców była możliwość zagrania ze swoim ulubionym zawodnikiem za symboliczne "20zł".
Oprócz tego kibice mogli zakupić mini piłki do siatkówki i odzież sportową oraz złoty medal za Mistrzostwo Polski Dominika Witczaka, który zdobył w nieco nietypowy sposób.
Ponieważ rozgrywki PlusLigi rozpoczynał jako zawodnik Zaksy, a kończył jako siatkarz Resovii (został wypożyczony z Zaksy do Resovii).
Jak wiemy to te dwa zespoły zmierzyły się ze sobą w walce o złoty medal Plus Ligi. W ten sposób Dominik "wygrał" oba medale.
Pieniądze zebrane w akcji powędrowały dla chorego Jasia Oczkowskiego.
Podczas meczu nie zabrakło zabawnych sytuacji; Marcin Waliński tańczył na boisku, Igła był „reanimowany”, a Guma został zasypany na gnieździe sędziowskim. Pogoda dopisała i wszyscy kibice mogli być usatysfakcjonowani. Po meczu siatkarze rozdawali autografy i pozowali do zdjęć czego są dowodem selfi jakie widzicie w tym poście.
Jeśli nie obserwujecie nas na "snapczacie" krótkie snapy z tego wydarzenia są już umieszczone na naszym Fanpage, znajdziecie tam również obszerną fotorelacje.
Koszt wyjazdu to TYLKO 51 zł (PolskiBus), a wrażenia niezapomniane.
Wstęp na mecz był darmowy.
Pozdrawiam.
Roja



 


Tanie (?) to podróżowanie na mecze, Turniej kwalifikacyjny do IO w Rio de Janerio piłkarzy ręcznych.

Jak zapewne wiecie, w ubiegły weekend  gdańskiej Ergo Arenie odbył się Turniej kwalifikacyjny do IO w Rio de Janerio w piłce ręcznej, nas tam oczywiście nie mogło zabraknąć, także razem z Roja 10 kwietnia wybrałyśmy się w podróż do Gdańska. Jakiś czas temu na naszym blogu pojawił się cykl postów Tanie to podróżowanie na mecze..., z  tego powodu nie mogło również zabraknąć postu podsumowującego wyjazd do Gdańska  na mecz piłkarzy ręcznych.



Zanim jednak podsumuję podróż do Gdańska, muszę powiedzieć, że pierwszy raz byłam na meczu piłkarzy ręcznych, i jest to zupełnie inne przeżycie niż mecz siatkówki, masz wrażenie, że jesteś bliżej boiska. Wrażenia są zupełnie inne niż te, gdy ogląda się mecz w telewizji, także zachęcam Was bardzo serdecznie, wybierzcie się choć raz na mecz naszych szczypiornistów. Ja byłam pierwszy raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni. 

Bilety do  kupienia pojawiły się już w marcu, jak to zwykle u nas zwykle  bywa, bilety na mecz zostały zakupione spontanicznie. Do wyboru było kilka kategorii cenowych (59 zł, 79 zł, 99 zł), my zdecydowałyśmy się na bilety za 59 zł, które można było kupić, ale miejsca były całkiem spoko, blisko boiska, tuż za bramką.





Jak już miałyśmy bilety na mecz, trzeba było jeszcze czymś dojechać do Gdańska, tym razem Was zaskoczymy. Do Gdańska zdecydowałyśmy się jechać Polskim Busem, a nie jak zwykle pociągiem. Za bilety w obie strony zapłaciłyśmy 44 zł wliczając w to opłatę rezerwacyjną. Po Gdańsku podróżowałyśmy komunikacją miejską, która nas zaskoczyła. Z oferty biletów zniknęły bilety czasowe, które zostały zastąpione przez bilety jednorazowe ważne na jeden przejazd. 





Naszym zwyczajem nie mogło nas zabraknąć w Sopocie, z gdańskiej plaży udałyśmy się spacerkiem do Sopotu,gdzie odwiedziłyśmy molo i zjadłyśmy obiad, a potem SKM z Sopotu do Gdańska na mecz, również w drodze powrotnej z meczu postawiłyśmy na SKM.  



Cena z ulgą
Cena bez ulgi
Bilet na mecz
59
59
Bilety na Polskiego Busa
44,00
44,00
Komunikacja miejska
3,00
4,50
Bilety SKM
3,50
7,00
Inne
30,00
30,00
Suma
140
145


Podsumowując nasz jednio dniowy wyjazd do Gdańska na mecz piłkarzy ręcznych kosztował nas ok. 145 zł, sami zdecydujcie czy to dużo czy mało. A Was ile wydajecie na podróże?

Pozdrawiam,
Mili


Zwyciężać mogą Ci, którzy wierzą, że mogą, ale człowiek posiada naprawdę tylko to, co jest w nim...

26 lutego 2016 roku swoją premierę miał film "110%" w reżyserii Agnieszki Goli - Rakowskiej. W filmie opowiedziane są historie znanych sportowców, którzy w ostatnim czasie odnieśli sukcesy w swoich dyscyplinach, możemy posłuchać jak o zawodowym sporcie opowiadają Andrzej Wrona, Maja Włoszczowska, Adam Małysz, Robert Lewandowski, Anita Włodarczyk, Tomasz Majewski, Rafał Sonik, Natalia Partyka, Zbigniew Bródka,  Zofia Notecka - Klepacka, Rafał Majka, Katarzyna Rogowiec, Karol Bielecki, Bartłomiej Bonk oraz Mateusz Kusznierewicz. 


http://1.fwcdn.pl/po/83/39/758339/7724742.3.jpg
Źródło: http://1.fwcdn.pl/po/83/39/758339/7724742.3.jpg

Każdy z nich opowiada o determinacji, woli walki i wyrzeczeniach oraz poświęceniach. Opowiadają o drodze, którą musieli pokonać, aby być tu gdzie są teraz. Nierzadko ludzie nie dawali im szans na sukces, jak choćby w przypadek Natalii Partyki, która mimo swojej niepełnosprawności świetnie sobie radzi rywalizując z osobami w pełni sprawnymi w tenisie stołowym. Każdy z tej piętnastki, która wystąpiła w filmie nie poddał się w najgorszych chwilach swojego życia, kiedy pojawiały się kontuzje i inne przeciwności losu, oni dalej walczyli o odzyskanie formy, bo sport był ich największą pasją, bez której nie wyobrażali sobie życia, pasji która doprowadziła ich do medali MŚ, IO, ME czy wygranej w najtrudniejszym rajdzie świata.


Jak już wspomniała Roja w poprzednim poście zapowiadającym premierę filmu, czołówka polskiego sportu wyczynowego opowiada o drodze jaką musieli pokonać, aby poznać smak zwycięstwa. Oglądając ich zmagania przed telewizorem nierzadko płakałam ze szczęścia, podziwiając Adama Małysza, kiedy razem z całą rodziną zasiadaliśmy przed telewizorem oglądając skoki , Andrzeja Wronę, kiedy siatkarze zdobywali złoty medal MŚ, czy Tomasza Majewskiego, który udowodnił, że tak niewiele potrzeba do osiągnięcia sukcesu, czasem wystarczy tylko kilka centymetrów.


Film sprawia, że jesteśmy jeszcze bliżej swoich idoli, widzimy jaki ogrom pracy musieli włożyć, aby pokonać nie tylko innych, ale przede wszystkim swoje słabości. Z zaciekawieniem słuchałam Rafała Sonika, które opowiada o stawianiu sobie malutkich celów, aby na końcu tej podróży osiągnąć ten największy, o Karolu Bileckim, który mimo utraty jednego oka dalej gra, nie poddał się, wyszedł z tego jeszcze silniejszy.


Chwilami miałam wrażenie, że reżyserka filmu zrobiła z występujących w nim sportowców nieśmiertelnych bohaterów, których nic nie jest wstanie złamać, nawet najstraszniejsza kontuzja, oni powstają jeszcze silniejsi. A przecież tak naprawdę to ludzie tacy sami jak my, choć może nie do końca, tacy sami, oni mają determinację, której nam "zwykłym" ludziom brakuje, aby stawić czoła problemom dnia codziennego. 


Polecam film wszystkim kibicom, którzy chcą bliżej poznać swoich idoli, ale także wszystkim, którzy lubią kino dokumentalne. Zapraszam do kin, i życzę miłego seansu, bawcie się tak dobrze jak ja w kinie.

Pozdrawiam,
Mili 

P.S. Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale praca magisterska sama nie chciała się napisać :)


Spotkanie autorskie z Thomasem Morgensternem.


Jakiś czas temu na rynku polskim pojawiła się książka dobrze nam znanego skoczka narciarskiego - Thomasa Morgensterna, który po fatalnym upadku na Kulm zdecydował się zakończyć karierę.
W Polsce odbyły się dwa spotkania autorskie - w Warszawie i Zakopanem. Ja zdecydowałam się pojechać do warszawskiego empiku, gdzie w miniony piątek pojawił się Morgi. Ilość ludzi jaka zjawiła się w warszawskim juniorze była ogromna. Organizatorzy doliczyli się prawie tysiąca osób. Mina Thomasa gdy zobaczył ten tłum była nie do opisania. Pan który prowadził owe spotkanie zadał 3-4 pytania Morgiemu (nagrałyśmy tę rozmowę kalkulatorem) i przeszliśmy do następnej części spotkania czyli autografów. Organizatorzy usilnie prosili by nie robić "selfie" ani nie prosić o dedykacje by wszyscy mogli zdążyć w kolejce po autograf, ale jak to "polska" mentalność, ludzie którzy mieli już autograf swobodnie robili zdjęcia i rozmawiali z Morgim. Żałuję, że tego sama nie zrobiłam, ale ja po prostu wiem że to nie jest ostatnie moje spotkanie z Thomasem.

Polska okładka książki
autograf Thomasa
Dodatkowy prezent od Morgiego




Przechodząc do książki, wszystko w niej jest tak zobrazowane, że na samym początku ma się wrażenie, że siedzi się przy szpitalnym łóżku Thomasa i obserwujemy wszystko z boku. Jest się świadkiem całej tej walki o powrót by wziąć udział w IO w Soczi. Wielka determinacja, wola walki i chęć spełnienia marzeń jest wyczuwalna w każdym działaniu Thomasa, które opisuje w : "Mojej walce o każdy metr". Morgi tłumaczy również swoje decyzje odnośnie życia prywatnego, opisuje relacje z Gregorem Schlierenzauerem jak i byłym już trenerem austriackiego teamu Alexandrem Pointnerem... Jeśli chcecie wiedzieć więcej to zapraszam do lektury, bo to wspaniała historia człowieka, który nie poddał się w walce o swoje marzenie. Zmagając się ze swoimi "demonami" pokazał nam, że tylko - choć to banał - ciężką pracą i determinacją, możemy sięgać wyżej.
Z tego miejsca bardzo dziękuje Thomasowi Morgensternowi za to, że otworzył swoje serce i opowiedział o tym co czuł, bym mogła go lepiej "poznać".

Ps. Obszerną rozmowę z Thomasem możecie zobaczyć tutaj , przeprowadzoną podczas zakopiańskiego spotkania. A po więcej zdjęć z warszawskiego spotkania zapraszam tutaj.


Pozdrawiam,
Roja

Film buduje się z wielu maleńkich kawałków, bardzo ostrożnie, aby nie zburzyć delikatnej struktury.

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię oglądać filmy o tematyce sportowej. Jak wiecie w tamtym roku udało nam się obejrzeć "Drużynę", film o polskich siatkarzach i ich katorżniczej pracy by osiągnąć cele jakie sobie stawiają.
 

Już niebawem, bo 26 lutego 2016 roku do polskich kin zawita nowy film. Film - "110%". Reżyserii  Agnieszki Goli Rakowskiej.
Opowiadający historię czołówki polskich sportowców, którzy zdobywali medale na największych imprezach sportowych na świecie. Wzruszali nas i uszczęśliwiali na przestrzeni wielu lat. Bez nich historia polskiego sportu byłaby o wiele uboższa. Emocje jakich nam dostarczali są nie do opisania. Tym razem pokazują nam drugą stronę medalu.

           Bo za każdym sukcesem kryje się ogrom pracy, masa poświęceń i nadludzki wysiłek. Jak wiemy do tego wszystkiego potrzebne jest jedno, ogromna miłość do tego co się robi. Pasja, która za wszelką cenę każe Ci iść dalej. I tu nie chodzi tylko o medale, o tym żeby pisali o tobie w każdej możliwej gazecie. Tu chodzi o to by przesunąć swój horyzont. Przesunąć granice własnych słabości. By pokonać przeciwnika ale również samego siebie.
„110%” - to historia o marzeniach, pasji, ogromnej odwadze i smaku zwycięstw. Zobaczymy kulisy sportu wyczynowego oczami takich sportowców jak: Rafał Sonik, Adam Małysz, Zofia Noceti-Klepacka, Karol Bielecki, Bartłomiej Bonk, Zbigniew Bródka, Rafał Majka, Anita Włodarczyk, Tomasz Majewski, Katarzyna Rogowiec, Natalia Partyka, Maja Włoszczowska, Andrzej Wrona, Mateusz Kusznierewicz oraz Robert Lewandowski. Ludzi, którzy w naszych oczach są często bohaterami. Żywymi legendami, choć to stwierdzenie dla wielu z Was może nie pasować do wszystkich tych sportowców.
Dowiemy się jak przeżywają swoje zwycięstwa ale również jak radzą sobie z ciężarem samotnych porażek. Czy kibice zawsze pomagają , czy potrafią hejtować swoich bohaterów? Kim są i co czyni ich innymi od reszty? Czym właściwie jest dla nich Orzeł na piersi i jaką cenę muszą zapłacić za zwycięstwo?
Zapowiada się niezwykły film.
Już dziś serdecznie zapraszamy do kin. Zapiszcie sobie! 26 lutego!!!



Pozdrawiam.
Kinomaniaczka
Roja
Ps. Zwiastuny możecie oglądać tutaj. A wszelkich informacji szukajcie na FanPage filmu tutaj.
Na pewno gdy uda nam się obejrzeć film poznacie naszą opinie na jego temat.


Wszystkie nasze marzenia mają szanse się spełnić, jeśli mamy odwagę je realizować

         Dziś mamy 21 września, dokładnie 12 miesięcy, 365 dni, 8 760 godzin, 525 600 minut, 31 536 000 sekund… tyle czasu upłynęło od chwili, kiedy w Katowickim Spodku zabrzmiał ostatni gwizdek sędziego kończący finałowy mecz Mistrzostw Świat w siatkówce.  W wielkim finale reprezentacja Polski pokonała Brazylię i w ten sposób zdobyła drugi w historii tytuł Mistrza Świata, 40 lat po tym jak pod wodzą Huberta Jerzego Wagnera Polacy po raz pierwszy sięgnęli po ten tytuł.
         To miały być wyjątkowe mistrzostwa, nie tylko pod względem organizacyjnym, ale również sportowym. Już sam mecz otwarcia przeszedł do historii, mecz Polska – Serbia na Stadionie Narodowym obejrzało ponad 62 tyś. kibiców. Pierwszy raz miałam przyjemność obejrzeć coś tak wspaniałego. Będąc już na stadionie miało się wrażenie, że jest się na hali, człowiek w ogóle nie miał wrażenia, że to stadion. A potem moment, na który czekali wszyscy kibice zgromadzeni na Stadionie Narodowym, 62 tyś. ludzi odśpiewało a capella Mazurka Dąbrowskiego, ciarki same pojawiały się na plecach, to było wspaniałe. Uważam, że każdy powinien, choć raz w życiu przeżyć coś takiego.
       Z Warszawy Polacy przenieśli się do Wrocławia, gdzie rozegrali pierwszą fazę turnieju, w której zmierzyli się z Argentyną, Wenezuelą, Australią oraz Kamerunem. Tym ostatnim udało się nawet ugrać z Polakami seta, za co ich trener obiecał im … piwo.  Mecze Polaków w tej fazie turnieju mecze miałyśmy przyjemność oglądać w loży VIP, we własnym mieszkaniu przed telewizorem. Reprezentacja Polski razem z Argentyną, Serbią, Australią awansowała do kolejnej fazy, w której Polacy swoje mecze rozgrywali w Łodzi. Tym razem nie mogło nas zbraknąć na trybunach Atlas Areny.
           Razem z Roja na Atlas Arenę zawitałyśmy dopiero 13 września, na meczu Polska – Iran, który Polacy wygrali po niesamowitej walce okupionej kontuzją naszego kapitana, Michała Winiarskiego. To był niesamowity mecz, Polacy prowadzili już 2:0 w setach, żeby przegrać kolejne dwa. Siedząc na trybunach hali denerwowałam się tak jakbym to ja była na boisku. Takich emocji jak w piątym secie dawno nie przeżyłam, po dreszczowcu nasi siatkarze pokonali Iran, a ja cieszyłam się razem z nimi.

              Kolejnego dnia Polacy zmierzyli się z reprezentacją Francji, to musiał być szczególny mecz dla pary naszych trenerów, grać przeciwko swoim rodakom. Już chwilę przed tym meczem obie drużyny wiedziały, że mają zapewniony awans do kolejnej fazy turnieju, więc grały już tylko o pierwsze miejsce w grupie, które wywalczyła Francji, mimo naszej wygranej. 

        Chwilę po zakończeniu spotkania odbyło się losowanie grup trzeciej fazy turnieju.  Jeśli ktoś myślał, że będzie teraz łatwiej, to się pomylił, Polska znalazła się w grupie razem z Brazylią i Rosją. Do awansu do półfinału wystarczyło TYLKO pokonać aktualnego wówczas Mistrza Świata i Mistrza Olimpijskiego, niewykonane, nasi siatkarze chyba wykreślili to słowo ze swojego słownika. Mecz Polska – Brazylia oglądałam w domu, stresując się podwójnie, zacinającą się transmisję i grą Polaków, niepotrzebnie, mecz Polska – Brazylia zakończył się wygraną naszych siatkarzy. Kolejne stracie, to była nie tylko walka na boisku, ale także po za nim. Ten mecz oglądałam już na Atlas Arenie. Najgłośniej wygwizdany hymn, najgłośniejsi kibice na świecie, najmniej lubiana reprezentacja, takimi słowami można opisać ten mecz. To była niesamowita walka, dwa wygrane sety dawały nam awans. Po 30 minutach to nasi siatkarze cieszyli się z awansu do najlepszej czwórki turnieju, a cała hala odśpiewała im głośne dziękujemy.

        Po Łodzi przyszła kolej na mekkę polskiej siatkówki, Katowicki Spodek. Półfinał z Niemcami miał być tylko przystawką przed daniem głównym, bowiem nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że reprezentacja Polski nie awansuje do wielkiego finału. Po emocjonującej walce, to nasi siatkarze cieszyli się z awansu do finału, a tam czekała już wielka Brazylia.
     21 września, ten dzień zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki. Pierwszy set przypominał finał sprzed ośmiu lat, kiedy to Polacy pod wodzą Raula Lozano przegrali finałowe stracie z wielką Brazylią Bernardo Rezende.  To był najlepszy okres brazylijskiej siatkówki.  Osiem lat później to my możemy się cieszyć ze złotego medalu Mistrzostw Świata wywalczonego na polskiej ziemi.

Pozdrawiam,
Mili